This is Photoshop's version of Lorem Ipsn gravida nibh vel velit auctor aliquet.Aenean sollicitudin, lorem quis bibendum auci. Proin gravida nibh vel veliau ctor aliquenean.

FOLLOW ME ON INSTAGRAM

+01145928421
mymail@gmail.com
  • No products in the cart.

Blog

Jak zarabiają blogerki?

Biznes online a blogerska rzeczywistość

Ten wpis będzie trochę wbiciem kija w mrowisko i moim rozprawieniem się ze zjawiskiem, które mnie… irytuje. I żeby była jasność: ten wpis nie jest wrzuceniem wszystkich do jednego wora, ten wpis jest przestrogą dla tych, którym się „wydaje”, dla tych, którzy się „nie przykładają” i dla tych, którzy mylą trochę pojęcie „zarabiania jako blogerka”.

Jestem blogerę

Sama siebie postrzegam bardziej jako przedsiębiorcę niż blogerkę, a to dlatego, że uważam, że prowadzenie bloga jest jak prowadzenie biznesu. Żeby biznes dobrze prosperował, musi mieć wymagane minimum czyli – profesjonalne podejście. Czy to znaczy, że cała reszta blogów nie ma racji bytu? Nie, ale te inne blogi to nie są blogi zarabiające, w związku z tym nie wymagam od nich rzeczy, które wymagam od bloga – biznesu. Niestety, po wielkim boomie na szafiarki i inne podobne blogi, ludzie, niektórzy trochę na wyrost, stwierdzili, że na blogu można zarobić. Dlatego w tej chwili kiedy jakaś osoba dostaje olśnienia, bo np. przeszła na macierzyński i musi coś zrobić ze swoim życiem, albo została zwolniona z pracy i żadnego innego pomysłu na życie nie ma, to mają one wspólny mianownik – blog! Blogować można o wszystkim, są blogi eksperckie, są blogi lifestylowe, macierzyńskie, modowe, niszowe i komercyjne. Cała masa. I jak wszędzie, są blogi popularne i takie, które czytane są przez trzy osoby – ciebie, twoją przyjaciółkę i twoją mamę. Nie ma w tym nic złego, dopóki na takim blogu nie zechcesz zarabiać.

Kasa, kasa, kasa ?

Jeśli faktycznie czytuje cię garstka osób, to albo dlatego, że nie wyszłaś ze swojej strefy komfortu i boisz się pokazać światu lub wybrałaś najniszowszą niszę, albo po prostu twój blog jest kiepski. Tak, powiedziałam to! Jest masa kiepskich blogów, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoby, które za tymi blogami stoją, chcą na tych blogach zarabiać. Od czego by tu zacząć? Od najbardziej oklepanego blogerskiego pomysłu – od darmoszki. Scenariusz zawsze ten sam. Blogerka zgłasza się do wybranych firm, których produkty ją interesują, po czym kontaktuje się z nimi za pomocą dostępnych środków pisanych takich jak email czy facebook. Przedstawia się raz bardziej profesjonalnie, raz mniej, po czym pyta o produkty w zamian za: recenzję, wpis sponsorowany, zdjęcie na instagramie itd. itd. Póki co, ok… ale później wchodzimy na blog, instagram czy facebook podlinkowany do wiadomości. No i co ja mam wam tu napisać? Napiszę tak: pomimo wyssanych z palca liczb (kupionych followersów na instagramie czy facebooku) to co widzę, zazwyczaj jest kompletnie nie do przyjęcia.

Jestem firmą

Odwróćmy kota ogonem. Przyszła/obecna blogerko/blogerze. Mam styczność z wieloma firmami, z którymi współpracuję w celach marketingowych i promocyjnych w szeroko pojętych mediach społecznościowych. Wyobraź sobie teraz, że to ty jesteś właścicielką firmy, do której się zgłaszasz. Na pewno zależałoby ci (oprócz przedstawienia twojego produktu w jak najlepszym świetle) na tym, by miejsce w którym pojawi się twój produkt, było miejscem co najmniej fajnym, przyjaznym dla użytkownika i takim, które aż chce się czytać. Większość firm jest bardzo restrykcyjnych (profesjonalnych) w tym zakresie i bardzo surowo oceniają blogi, z którymi współpracują. Chyba, że same mają kiepski produkt i mają to „gdzieś” (tak, takie firmy też się znajdą). Czy wolałabyś, żeby twój produkt pojawił się na wystawie sklepowej w „Biedronce” czy w „Harrodsie”? Ty, jako blogerka, masz OBOWIĄZEK zapewnić firmie, z którą współpracujesz, jak najlepsze warunki i otoczenie. Jeśli decydujesz się na współpracę, jakąkolwiek, czy to finansową czy to barterową, musisz sprawić, by klient następnym razem chciał zapłacić jeszcze więcej lub żeby inne firmy pozazdrościły firmie X, że pojawiła się u ciebie i zabiegały o współpracę z tobą.

Jak zarabiać?

Jak na biznesie. Kiepski biznes nie przynosi pieniędzy do firmy, tak samo kiepski blog nie jest zachętą dla firm. Jeśli masz kiepskie zdjęcia, nikogo nie złapiesz na „sesję zdjęciową”. Jeśli wygląd twojego bloga odstrasza, nie oczekuj kolejki klientów, którzy wprost wciskają ci produkty do ręki. W dobry blog trzeba zainwestować. Ktoś mądry kiedyś powiedział: „Żeby wyjąć z czegoś pieniądze, musisz najpierw tam włożyć pieniądze. Jeśli twój blog ma zarabiać, musisz w niego zainwestować: czas i pieniądze. I pamiętaj, że na rozwój potrzeba czasu. Sukces nie rodzi się przez noc. Zadbaj najpierw o atrakcyjność bloga, o część wizualną, o treści. Prowadzenia bloga także trzeba się nauczyć. Współpracy z firmami trzeba się nauczyć. Chodzenia i mówienia też się przecież uczyłyśmy ;)

Nie lajki się liczą

Najważniejsze – lajkami nie kupisz klienta. Tym, że na instagramie masz 20 tyś obserwujących, ale pod zdjęciem tylko 50 polubień, a zdjęcia zdają się mówić „jak u licha zdobyłaś te 50 lajków!”, tym firmy nie kupisz. Tym, że na facebooku masz 30 tyś fanów, ale pod wpisem ani jednego komentarza – tym firmy nie kupisz. Możesz mieć znacznie mniej obserwatorów, ale pod twoimi wpisami może się odbywać najbardziej zażarta dyskusja tego roku. Możesz mieć tylko 1000 obserwujących na instagramie, ale pod twoimi zdjęciami może być kilkadziesiąt komentarzy pełnych zachwytu. Widzisz do czego dążę? Same polubienia nie sprawią, że firma da ci swój produkt. Nie mówię, że musisz zrezygnować z barteru, bo dla osób początkujących może to być świetna lekcja blogerskiej współpracy. Jednak chcąc uzyskać jakiś produkt X od firmy Y pamiętaj, że oni też czegoś oczekują. Chcą, by ich produkt pokazał się w „dobrym towarzystwie”. Zapewnij im to dobre towarzystwo w postaci ciekawych artykułów, fajnych zdjęć, ciekawego wizualnie bloga. Jeśli nie potrafisz im tego dać, to się nie wychylaj do współpracy. Barter to „coś za coś”. Firma nie chce spisać swojego produktu na straty, chce dzięki niemu coś osiągnąć.

Wyciągaj wnioski

Jeśli rozesłałaś mnóstwo zapytań i żadna firma nie zdecydowała się na współpracę, to przystopuj. Przyjrzyj się swojemu blogowi. Wejdź na najlepsze blogi w branży i dokonaj obiektywnego (na ile to możliwe) porównania. A następnie weź się do pracy nad blogiem albo rzuć to w te pędy. Albo po prostu oszczędź firmom czasu i nie wysyłaj zapytań o darmowe produkty w celach „promocyjnych”. Pamiętaj, że te najlepsze blogi w branży na pewno nie znalazły się tam przypadkiem. No i jeszcze jedno … Barter to transakcja wiążąca dwie firmy. Czyli faktura za fakturę. To tak w kwestii prawnej ;)

 

Dziękuje za przeczytanie tego artykułu. Jeśli uznasz, że komuś może się on przydać, to nie zastanawiaj się i śmiało udostępniaj. Jeśli masz do mnie jakieś pytania – nie krępuj się.
Do następnego wpisu ;)

Specjalne podziękowania

Podziękowania należą się Barbarze Dudzik, która z własnej nieprzymuszonej woli zechciała „dopieścić” mój tekst. Jej korekta dopełniła ten artykuł  i teraz mogę puszczać go w świat. Jest profesjonalnie ;)

COMMENTS

  • Maj 17, 2017
    reply

    W moim przypadku niestety żadna firma nie zdecydowała się na współpracę.
    Podejrzewam, że to dlatego, że nie wysłałem ani jednego zapytania, maila czy pocztówki z taką prośbą ;)

    • Maj 18, 2017
      reply

      Mag

      Niekoniecznie! Ja np nie wysyłam próśb o współpracę, tylko je dostaję 😉

      • Maj 22, 2017
        reply

        O, i to jest bardzo dobre podejście :)
        [dojść do takiego momentu, kiedy to firmy same do nas się dobijają, zamiast my do nich]
        I faktycznie dobrze świadczy o blogu i jego autorze.

  • Maj 17, 2017
    reply

    Zarabianie na blogu to fajna opcja. ALE dla ludzi z głową. Mam na myśli takich, którzy potrafią „coś sprzedać ” jednocześnie nie tracąc czytelników i nie robiąc z bloga słupa ogłoszeniowego. Nigdy nie napisałam maila do firmy o współpracę. I cieszę się z tego. Jak widzę te wszystkie szafiarki itd to mi się niedobrze robi, albo blogi o zarabianiu pieniędzy, które są napchane linkami affilacyjnymi do banków i firm dających pożyczki. To nie jest prawdziwe. Zazwyczaj po pierwszej wizycie nie wracam już na takiego bloga. Dlaczego? Brakuje w nim szczerości i obecności samego blogera.

  • Maj 17, 2017
    reply

    A mi się śmiać chce, jak przedsiębiorcy jeszcze nie wiedzą, o co chodzi z tymi bogami, Fejsbukami, Instagramami. Rajcuja się tym, że ogarneli się w biznesie, a tu jakieś blogi, fanpejdze, jacyś obcy ludzie w tysiącach sztuk i jakieś możliwości współpracy… Co to jest to blogowanie? To jakiś nowy sposób na wyłudzanie od nich pieniędzy. Ciemnogrod i zacofanie. Po dwóch stronach.

  • Maj 17, 2017
    reply

    Jeszcze pewnie dużo za wcześnie to pytanie, bo mój blog raczkuje, a ja zaliczam kroki milowe jeśli chodzi o rozwój marki w social media, ale mam pytanie: czy każdy bloger chcący kiedyś współpracować z firmą musi mieć działalność gospodarczą? Faktura za fakturę wyłącznie? Dzięki za cenny wpis i pozdrawiam ciepło!

  • Maj 19, 2017
    reply

    Rewelacyjny artykuł i daje dużo do myślenia. Rzeczywiście takie postawienie się w sytuacji potencjalnego zleceniodawcy, to świetne ćwiczenie, żeby stwierdzić tak na prawdę obiektywnie, czy nasz blog nadaje się do współpracy.

  • Maj 19, 2017
    reply

    Bardzo podoba mi się ten wpis. Po części dlatego, że się nie szczypiesz, po części, że mój blog nie wydaje mi się teraz taki straszny i jeszcze trochę pracy a będzie pełna profeska :). Pozdrowienia!

  • Maj 22, 2017
    reply

    ciekawy artykuł, na bardzo popularny teraz temat.

    nie wiem, ale wydaje mi się, że każdy jakoś zaczynał. i że wielu autorów popularnych teraz blogów również ma na swoim koncie kompromitujące grzeszki z przeszłości. no na czymś się trzeba nauczyć. nie każdy od samego początku wiedział, jak robić to dobrze. i oczywiście warto pisać, co jest nie tak w blogosferze. z drugiej strony ja jestem zdania, że najlepiej to się jednak człowek uczy na własnych błędach ;)

  • Maj 22, 2017
    reply

    Niektórym wciąż wydaje się,że blog jest magicznym sposobem na duże pieniądze. Nawet jeśli nie na duże,to na jakiekolwiek. Wystarczy założyć bloga, pisać aby pisać, przy odrobinie szczęścia podłapać jakąś firmę,która coś podeśle. Ale więcej oczywiście pisać o wszystkim i o niczym,czasem ewentualnie jakąś recenzję. Dziwne podejście. I setka komentarzy pod wpisami na takim blogu. 99% to gotowy tekst KOPIUJ-WKLEJ od osób,którym również pisanie średnio idzie,ale nabijają obserwatorów i komentarze – żeby ładne liczby się prezentowały.

POST A COMMENT